Blog > Komentarze do wpisu
Z-Day, czyli zawał właściwy 01.06.2010 część 2


Po tym całym "oho" wpuszczono mnie za zamknięte drzwi. Posiedziałem minutę przyszła po mnie pielęgniarka. Kazała się rozebrać i położyć. Pełen luz, objawy osłabły, interesuje mnie, czy roweru mi nie podwiną i kiedy będę mógł sobie pójść.

Robi mi EKG, przygląda się i woła koleżankę. Po chwili obie wychodzą. 30 sekund wchodzi lekarz, pyta o wiek ogląda wydruk i też wychodzi. Ktoś chce mi zmierzyć ciśnienie, ale zanim zdąży wpychają łóżko i każą mi się kłaść. Pierwsza poważna myśl to parę sekund później słowa "Tlen i defibrylator między nogi".  Każdy ogarnia, do czego mniej więcej jest defibrylator. Maska na twarz i jedziemy. Wiozą tak, że przez następne dwa dni, dopóki nie pozwolą mi się podnieść z łóżka mam wrażenie, że jestem na jakimś 3-4 piętrze… to był parter. W między czasie słyszę tylko, że mam zawał i mam się zgadzać na to, co mi zaproponują to za parę dni wyjdę.

Potem wszystko leci bardzo szybko. Rozebrać się nie podnosząc z łóżka, zakładają wenflon, uspokajają itp. Sam dokładnie już nie pamiętam, ale możliwe, że to emocje się udzieliły. O ubezpieczenie zdążą poprosić.

Kilka razy pytano mnie już o strach. Może to wynikało trochę z niedowierzania, ale ja go nie czułem. Myślałem tylko o tym, że dziś do domu nie wrócę i jak skontaktować się z rodziną i pracą, bo nie wziąłem ze sobą telefonu.

Po chwili leżę już na sali zabiegowej. Będę miał koronografie , co wtedy nic mi nie mówiło. Wtedy się cieszyłem tylko, że przez rękę, a nie pachwinę, bo jakoś miałem wrażenie, że to drugie mniej miłe może być. Potem ktoś mi tylko powiedział, że przez rękę robią jak nie ma czasu, ale nie wiem ile jest w tym prawdy.

Stół zabiegowy, zimno. Jak bardzo? Mój przyszły szpitalny współlokator przez dwa tygodnie mówi, że przeziębili mu tam pęcherz, ponieważ w życiu tyle nie sikał. Jedyne, co ma mnie ogrzać to jakaś folia termoizolacyjna. Widzę jakieś dwa ekrany, chyba z sercem, i jakieś fragmenty RTG, czy czegoś w tym stylu. Plus bardzo jasne światło...i już wiem skąd te opowieści o tunelach.

Znieczulenie miejscowe, więc cięcia ręki zbytnio nie czuję. Co najwyżej dużą ilość krwi cieknącą po nadgarstku. Wpuszczają kontrast, to trwa parę chwil, a pozwala zobaczyć, co tam się dzieje. Później jakiś drut i przepychamy to, co tam się zatkało. Ogólnie leżenie i odpowiadanie na pytania, czy boli. Kiedy tętnica się zaciska ból na wysokości łokcia jest..wart przekleństwa. W pewnym momencie nie wytrzymuję i rzucam jakąś „k.rwą” i widać to jest hasło klucz, bo dostaję 2 mg czegoś tam na „A”. Coś tam na „A” sprawia, że odlatuję. Mam ochotę pospać, spać i latać. Wydaje mi się, że wyłem tam jak mały ćpunek, który złapał ładną fazę. Ale odsłaniają „tunel” i ze snu nici. Lekarz mówi, że już chyba próbowałem takich rzeczy skoro mi się tak podoba. Trochę czasu to trwa, znieczulenie przestaje działać po jakichś 15 minutach i zaczynam stękać. „2 miligramy tego samego” – mówi lekarz i znów latam.

Ból w klatce przechodzi, dalej jest już z górki. Serce jest w dobrym stanie, nic nie trzeba zakładać, żeby przywrócić drożność. Przyczyną zawału nie było zwężanie się żył.

Widać po zachowaniu lekarzy, że jest dobrze, zaczynają się luźne rozmowy. Na stole poleżę jeszcze trochę, trzeba wpompować chemię do rozpuszczania skrzepów. Mówię, że to mój drugi szpital dziś, że rowerem, gdzie pracuję, mieszkam. Idą do jakiejś kanciapy za szybą, po chwili lekarz mówi, żebym się nie przejmował, że już pogadał z tym drugim szpitalem i co to im nie nagadał. Moja kolejnych parę minut, stają nade mną we dwójkę, lekarz i anestezjolog

– Ale szczerze. Cannabis Pan pali? – widać, że są podekscytowani czymś.

– Marihuanę znaczy?

– No tak – potwierdza moją niepewność lekarz.

- Raczej rzadko, ostatnio jakoś w poprzednie wakacje – odpowiadam zgodnie z prawdą.

- Eeeeee, to nie. Bo my googlowaliśmy i mamy takiego jednego w Pana wieku, ale on dzień w dzień palił. – i tyle z ekscytacji moich wybawicieli.

Wszystko w sumie trwało jakoś góra dwie godziny maks, ale do końca nie mam pewności.  Z postrzeganiem czasu miałem problemy przez następne dwa dni.

Jest już nieźle po 22. Ciągle czuję różne bóle, głowę rozsadza, w klatce też nie jest idealnie, dlatego też zostawiają sobie możliwość szybkiego dostępu do serca i muszę się przespać z rurką w tętnicy. Podaję numer do rodziny, bo najwyższa pora poinformować, co porabiałem z okazji Dnia Dziecka….

 

piątek, 23 lipca 2010, dino40i4

Polecane wpisy